Menu

Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje

Mojemu tacie

PIN ci w oko

ojciec_wwwirgiliusz

Czy kiedykolwiek ktokolwiek z was policzył ile liczb, numerów i sekwencji mieszanych musi zapamiętać mężczyzna, który jest mężem żonie, ojcem dzieciom, pracownikiem szefowi, klientem bankowi i tak dalej i tak dalej? 

Zaczynając od mniej ważnych. PIN do komórki, PIN do karty. PIN do karty kredytowej. PIN do karty konta od kredytu, którego prawie nie używam, ale użyć parę razy w miesiącu muszę, bo inaczej bank mi z dziką radością podniesie oprocentowanie kredytu i będę musiał odzwyczajać od jedzenia siebie i swoich bliskich. To nie koniec. Mamy jeszcze PIN do karty żony. Ona nie pamięta, ale jak ciebie o to spyta i nie będziesz pamiętać, to popamiętasz. Kod do alarmu w pracy. Kod do domofonu w domu. Kod do internetowego konta.

Dalej idą numery istotne. Urodziny żony. Urodziny dzieci. Imieniny żony. Imieniny dzieci. Ten sam pakiet przy matce i teściowej (choć tu może ci pomóc żona, o ile się nie obraziła na ciebie, że nie pamiętałeś o którejś z jej rocznic lub świat) Rocznica poznania się z żoną. Rocznica oświadczyn. Rocznica ślubu. Rocznica wyrżnięcia się pierwszego ząbka potomka. x2 naturalnie.

Do tego dodajmy daty, o których żona Ci nie przypomni, ani się nie obrazi, ale za to możesz zapomnienie o nich może sprawić, że wejdziesz w kontakt z organami ścigania, albo któregoś dnia do twych drzwi zapuka komornik. Są daty przeglądów waszych aut, daty spłaty kredytu, daty opłacenia przedszkola (w moim przypadku to 3 osobne konta), daty opłacenia internetu, kablówki, ubezpieczenia na życie (czasem myślę, że to prawdziwy sens życia - doczekać jakimś cudem tej emerytury i przekonać się, co wymyślili, by nie zapłacić obiecanej kwoty).

 

To naturalnie jeszcze nie jest koniec. Jest parę numer min przeciwczołgowych. Tutaj jeden ruch i można wylecieć w powietrze. Na przykład - oficjalny rozmiar ubrań do którego przyznaje się Twoja żona oraz prawdziwy. O jednym ośmielasz się w wspominać w towarzystwie (choć po co się w ogóle w to wpieprzać?), zgodnie z drugim kupujesz jej ciuchy (choć po co...). 

Czy coś jeszcze? Z pewnością. To tylko parę przykładów wziętych jako pierwsze z brzegu. Teraz już wiecie, dlaczego faceci wychodzący w weekendy z pubów i barów idą tak ostrożnie, czasem nawet trzymając się ściany - boją się, że z osłabionej kapką alkoholu głowy wyleci jakaś ważna liczba. Dlatego też dnia następnego tak bardzo ściskają się za skronie i zamykają oczy mamrocząc ustami tajemnicze modlitwy - oni próbują sobie przypomnieć, to co zapomnieli. A przecież wiadomo, że najtrudniej przypomnieć sobie coś, czego się nie pamięta. Jednak wiadomo też, że zawsze będą z tego problemy. Bo ktoś nigdy nie zapomni, że my nie pamiętaliśmy.

Jak w tej sytuacji ktoś może sie zdecydować na romans i dołożyć sobie ileś pinów, dat, numerów, kodów, szyfrów za zapamiętania zaprawdę nie wiem. Nie może to być z pewnością człowiek normalny.

Starość, straszność

ojciec_wwwirgiliusz

Kiedyś świat był prosty. Ludzi dzieliłem na młodzież i starych dziadów. Młodzież była młoda, a stare dziady stały na dołami z wapnem i czekały aż zgrzybiałe stawy same ich do tych dołów zaniosą. Młodzież była pomiędzy 15-tym a 20-tym rokiem życia. Każdy kto przekroczył dwudziesty rok życia wchodził według mnie w smugę cienia. Puchł, tył, siwiał - jak to genialnie był sformułował krakowski poeta wieku (he he he) średniego. No i zaczynał słuchać Połomskiego.

Nietrudno się domyśleć, ile miałem lat, kiedy przestałem tak myśleć. Zresztą mniej więcej do 25 roku życia trzymałem się uparcie tezy, że mam coś trochę więcej niż 18-cie. Dopiero nadciągająca wielkimi krokami 30-tka uświadomiła mi, że już od dawna nie jestem nastolatkiem. Teraz pocieszam się, że cztery krzyże to dopiero jest właściwie dorosłość, ale już czuję, że na tym się nie skończy.

Na dodatek te dzieciary. Nikt tak ci nie uświadamia nadciągających grabarzy niż dorastające szczeniaki. Chodzi taki i rośnie, a ty wiesz, że im on wyższy, to ciebie co raz bardziej ciągnie do dołu. Stara córka gdy miała lat pięć spytała mnie czy jak miałem tyle lat co ona to lubiłem banany. Odparłem automatycznie (ale zgodnie z prawdą), że jak miałem lat pięć to był środek stanu wojenego, a junta Wojciecha Jaruzelskiego takich luksusów jak banany nam nie dostarczała. Ledwie wyrzekłem te słowa,w powietrzu poczułem zapach ZBoWiD-u (czytelnicy z nową maturą nawet nie próbujcie zrozumieć, co to był ZBoWiD).

Niedawno do starszej córki, która ma lat niespełna 13., ale wygląda na starszą kozę, jakiś podlizuch w sklepie powiedział per "proszę pani". Brakowało jeszcze, żeby dodał "Płaci pani sama czy to prezent od dziadka?" 

Wczoraj byłem na koncercie w pewnym klubie. Grali koledzy i rówieśnicy. Większość bawiących się panienek wyglądała jak koleżanki ze szkoły mojej nastoletniej kozy. Podsłuchałem rozmowy dwóch z nich. Właśnie szykowały się do osiemnastki. Co może myśleć o sobie człowiek, dla którego osiemnastolatka wygląda na szczeniarę maksymalnie czternastoletnią? Że dla dobra ludzkości należy ubrać się w garnitur i wspiąć chwacko na katafalk. Bo jak to ujął krakowski poeta wieku średniego: "cmentarz zbliża się do mnie, grób po grobie.

Memento

ojciec_wwwirgiliusz

Ważne by zrzędzić choć trochę mniej od tej rodziny:

5 minut rozumności

ojciec_wwwirgiliusz

Rodzice są dziwni. Najpierw czekają z utęsknieniem 9 miesięcy na dziecko, żeby potem narzekać. A że jeść nie chce (jakby był tucznikiem, a nie dzieckiem) ; a że je za dużo (jakby dziecko można było hodować wg tabelek w instrukcji obsługi) ; a że zęby potomkowi rosną i spać nie daje (uwierzcie, on cierpi bardziej niż wy, bo wy tylko spać nie możecie, jego jeszcze boli); a że płacze w nocy (czy trudno się dziwić, że świadomość wylądowania na tym świecie nie musi zachwycać?), a że rozlewa przy jedzeniu (uczy się przecież dopiero); a że znowu chory (czy można się na złość mamie i tacie pochorować?). Paranoja równa tej:

 

W tych narzekaniach rodzice posuwają się jeszcze dalej, krytykując nawet najpiękniejszą fazę dzieciństwa. Fazę "A dlaczego".

Każdy kto naprawdę wychowywał dziecko, a nie oddał je we franczyzę babci, ten wie, że w fazie "A dlaczego" nie ma takiej odpowiedzi, której dziecko nie mogłoby skwitować następnym "A dlaczego". Jest to oczywiście i naturalnie chęć pogłębienia wiedzy i prośba o kontynuowanie wywodu.

Muszę przyznać, że głęboko pogardzam ludźmi którzy narzekają na fazę "A dlaczego". Jak można, no jak można? Ludzie, czy wy sobie zdajecie sprawę, że to się zdarza tylko raz w życiu? Jedno dziecko = jedna faza "A dlaczego". Kiedy ona przeminie, będzie potrzebne kolejne dziecko, kolejne pieluchy, kolejne ząbkowanie, aby znów do niej powrócić. Dlatego nie przegapcie jej. Nacieszcie się nią. Bo nigdy, przenigdy NIKT nie będzie was słuchał równie uważnie niż dziecko w fazie "A dlaczego". Dziecko prawie nie skażone wiedzą. Gotowe przyjąć ją w ogromnej ilości. Nie musicie się na niczym znać, aby tłumaczyć. Macie kompletną carte blanche, możecie opowiadać dowolne bzdury. Jeśli wiesz jak działa radio, możesz wreszcie się tą wiedzą podzielić. Jednak równie dobrze możesz opowiedzieć historyjkę o małym jazzbandzie krasnoludków, którzy kryją się we wnętrzu radioodbiornika i grają to, co im każemy. Nikt was nie skoryguje, nie rozliczy, nie oceni. Nikt was nie wyśmieje! W oczach waszego potomka jesteście nieskończenie mądrzy, znacie odpowiedzi na wszystkie pytania. Oto wasze PIĘĆ MINUT, które obiecywał Andy Warhol (dla czytelników z nową maturą tłumaczę, że był to artysta sprzed ery ACTA, który ciągle coś kopiował i kasował za to niemałe pieniądze). Wykorzystajcie je do ostatniej sekundy. 

Spieszmy się cieszyć fazą "A dlaczego?", bo przeminie szybko. Równie szybko jak przyszła i znów wrócimy do swoich codziennych ról, gdzie mało kto chce nas słuchać, a jeszcze mniej wierzy, że mamy coś mądrego do powiedzenia.

Dziecko jako wunderwaffe

ojciec_wwwirgiliusz

Jestem przekonany, że to nie tylko moje doświadczenie, choć dziwnym przypadkiem mało kto o tym wspomina. Nie do końca to rozumiem, bo przecież nie ma nic złego w tym fakcie. Fakcie, że nawet niezbyt ładne dziecko, w ręku ojca, który umie zrobić z niego odpowiedni użytek staje się prawdziwym wunderwaffe.  Zanim wyjaśnię o co chodzi, dla tych, którzy mają nową maturę, krótki filmik tłumaczący, o co chodzi z tą cudowną bronią.

 

Zakładam, że wszyscy już rozumieją - wunderwaffe to cudowna broń, wobec której atakowany obiekt jest bezradny. Taki jest właśnie ojciec z dzieckiem na ręku, który postanowił zaatakować jeden z celi naziemnych - urząd, dziekanat, biuro spółdzielni, poczekalnię, a także plac zabaw.

Najlepiej do tego celu nadaje się dziecko w wieku od 0 do 1,5 roku, czyli takie, które bez wątpienia jeszcze nie umie chodzić. Ojciec bierze je na ręce w taki sposób, że potomkowi podciąga się śpioszek (a nawet zamykany na guziki pajacyk da się podwinąć, wierzcie mi, ojcowie tę umiejętność mają we krwi) ukazując gołe nery i pieluchę i udaje się w samo epicentrum jądra ciemności - najwredniejszej baby w dziwkanacie, pokoju w urzędzie bez prawidłowo wypełnionego wniosku itp. Pcha się z głupią przepraszającą miną, trzymając się kurczowo dzieciaka, który właśnie się zasmarkał (dobrze utrafić w porę lekkiego zaziębienia). Torba przerzucona przez ramię zsuwa się aż do łokcia plącząc pod nogami. W efekcie ojciec potyka się, z trudem łapie równowagę, zapomina języka w gębie, rozsypuje papiery. Słowem staje się stuprocentową ofiarą losu wystawiającą tyłek na pewny strzał. Ale strzał nie następuje. 

Bo nieporadny mężczyzna z dzieckiem na ręku wywołuje w wrednych podstarzałych babach (a także tych młodszych, ale równie wrednych) odruch dobroci, która zaskakuje je same. Papiery podniosą, torbę poprawią. Do dziecka zagadają. Sprawę pozytywnie rozpatrzą.

Nie wiem na czym to polega. Czy widok facet kaleczącego się podczas opieki nad dzieckiem uwalnia jakieś niezbadane dotąd hormony? Czy może ich podświadomość mówi im "ach gdybym to z nim miała potomstwo, to też by się tym potomstwem tak dzielnie zajmował".

Nie wiem jak to jest, ale wiem, że tak się dzieje. Ile razy wejdę do autobusu z młodszą córką pod pachą, wolne miejsce znajduje się natychmiast. Na ogół ustępuje mi go kobieta. Kiedy żona wsiada to autobusu na tej samej trasie, z trudem dopycha się do kasownika. 

Prawo nieporadnego ojca działa też w innych miejscach. Place zabaw, osiedlowe piaskownice, sklepy, a nawet kawiarnie... Wszędzie tam, jeśli pojawię się z moim blond szczerbolem, spotykam się z sympatią i życzliwym zainteresowaniem kobiet. Gdy jestem sam, kulawy pies nie zwróci na mnie uwagi. Przypadek?

Mam wrażenie, że dziecko robi z mężczyzną coś cudownego, a z kobiecym mózgiem coś niebezpiecznego. I w rękach podrywacza mogłoby być dużo lepszą bronią niż wysłużona kolekcja motyli - KOCHANA, MOŻE WPADNIEMY DO MNIE, POKAŻĘ CI JAK MOJE MALEŃSTWO  WYGLĄDAŁO ROK TEMU, A POTEM POŁOŻYMY JĄ SPAĆ I NAPIJEMY SIĘ MOCNEJ OWOCOWEJ HERBATKI?

© Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci