Menu

Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje

Mojemu tacie

Zdążyć na Marka

ojciec_wwwirgiliusz

Co u Twoich dzieci - spytał niewinnie kolega na portalu społecznościowym Facebook.
- Jak zawsze. Dalej rujnują mi zdrowie, finanse i sen. I nie zamieniłbym ich na nic innego - odpowiedziałem.
To prawda. Nie pozbyłbym się tych łachmytów za nic. A co u nich?

Małgorzata jest właśnie na imprezie kulturalnej w dużym mieście. Odzywa się rzadko, najwyraźniej ma ciekawsze rzeczy do roboty od relacjonowania ojcu, który film było warto, a który nie warto było obejrzeć. Ale jestem spokojny. Nie widziałem jej na filmie o nastolatkach, które kopią pana, a to już dużo. Prawda?


Oleńka wkrótce wróci z kolejnych wakacji u kolejnej babci. Na pewno  przywiezie ze sobą tonę kamieni, skorup po ślimakach, patyków i innych skarbów, a potem wyłoży wszystkie swoje zabawki na środek pokoju, żeby sprawdzić, czy nadal są tak samo fajne, jak były przed wyjazdem.  Miły Młody Człowiek ochoczo dołączy się do tej dziejowej zawieruchy, a Królowa Matka powie mi "Spokojnie, to wszystko się posprząta. Kiedyś."


Skoro jesteśmy przy MMC to wczoraj doznał on straszliwego przeżycia, gdy już układał się do snu. Przechodząca w stan spoczynku drukarka laserowa go wystraszyła. Bo Miły Młody Człowiek niewielu rzeczy się boi. Nie boi się wtargnąć na drogę swoim pseudoodpychaczem i zajechać drogę ciężarówce (złapałem go ostatnio wpół drogi), nie boi się uciekać rodzicom w megalutasuperhistermarkecie, tak, że pogrążeni w rozpaczy rodzice szukają go nawet wśród mrożonych krewetek, nie boi się w piaskownicy wyskoczyć na solo chłopakom starszym od niego dwa razy, ale drukarki się boi. Szczególnie gdy już zasypia, a ta niebieskim okiem łypnie, zachrupie, zachrzęści i w stan spoczynku przejdzie.
Czyli że, to by mogło iść tak:

Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.
Tam sięga, gdzie wzrok nie sięga;
Ale przed LASER DŻETEM WYMIĘKA

A ja uświadomiłem sobie, że przegapiłem koncert Marka Knopflera w Krakowie. Miałem jechać, ale nie pojechałem. Obiecywałem, że zostawię ich wszystkich w cholerę, ale nawaliłem. Kolejny raz.  Jak youtube pokazuje, nie wszyscy nawalili. Nie wiem, co by się musiało stać, żeby mi się kiedyś udało. Musiałby gość chyba pod moim balkonem zagrać, żebym dziada nie przegapił. Na to jednak są małe szanse. Bardzo małe. Apeluję więc, Mark, nie rób tylko jakiś numerów z umieraniem. Przynajmniej nie przez najbliższą dekadę. Następnym razem, gdy będziesz w pobliżu naprawdę się zbiorę. Obiecuję!
 

Fontanna, siki i Adrzej Duda

ojciec_wwwirgiliusz

Dubravka Ugreszić w jednej ze swojej książek (wszystkie cytaty z pamięci, więc nieprecyzyjne, pomylone i w ogóle...) opisuje scenę, jaką widziała w chorwackim parku. Oto dziecko płci męskiej, syn znaczy się, stoi cały mokry w fontannie na dodatek z gaciami pełnymi..., wiadomo czemu pełnymi. I ten oto syn krzyczy do swojej matki słowami takimi "MAMA ZOBACZ, CO NAROBIŁEM". Ugreszić jak na feministkę przystało wyprowadza z tego wniosek - oto typowy bałkański mężczyzna. No może i tak. Może bałkański. Może mężczyzna. W takim razie Miły Młody Człowiek jest bałkańcem, że aż miło.Tylko on nie mówi "co narobiłem", on mówi samo "Mama". Odpowiednio akcentując: mammaa.

Mamma, oblałem się sokiem, a nie lubię być oblany sokiem.

Mamma, walnąłem się głową w futrynę. Czemu ta cholerna futryna stanęła na mojej drodze?

Mamma, chciałem sypnąć piachem na koleżankę w piaskownicy, ale sypnąłem se prosto w ryja i w oczy!

Mamma, ufafluniłem stół, a ja nie lubię jeść z brudnego stołu.

Mamma, skończyła mi się woda w kubku, całe 5 sekund temu. Dlaczego jeszcze jej nie uzupełniłaś?

Mamma, wyłączyłem telewizor, a jednak chyba chciałem oglądać dalej.

Mamma, wiatr rozwiewa mi włosy, jak jedziemy rowerem. W tej chwili wyłącz ten pieprzony wiatr!

Mamma, irytują mnie rękawy, które się zawinęły. Dlaczego ubrałaś mi taką głupią bluzkę?

I tak dalej i tak dalej. Miły Młody Człowiek żyje po prostu w przekonaniu, że Królowa Matka może wszystko. I jeśli coś złego się mu przytrafiło, to jest to tylko i wyłącznie jej wina. No bo nie dopatrzyła, zaniedbała. Ach ta Mamma. Z tego się na ogół wyrasta. Mam przynajmniej taką nadzieję, bo jak się rozglądam wokół siebie, to widzę wielu, którzy wciąż krzyczą Mamma. Na pewno wiecie, o jakich ludzi mi chodzi. Skrajny przypadek słyszałem na pewnym targowisku jeszcze za życia Jana Pawła II. Pewna pani w berecie twierdziła, że cała Polska jest w kryzysie przez tego "@#$%syna" w Watykanie, który zamiast się modlić za ojczyznę, modli się do Boga tylko o swoje zdrowie. I właśnie dlatego tak źle się dzieje w Polsce. Logiczne prawda? Bo jak powiedział w którymś z filmów Woody Allen, gdy jesteśmy dziećmi wierzymy, że tam na górze jest ktoś mądry i dobry, kto o nas dba i pomaga. Niestety potem okazuje się, że to jest rząd. Czyli mówiąc konkretnie, Andrzej Duda, bo przecież aktualny rząd jest już praktycznie nieaktualny, a przyszły wciąż nieznany.

 

 

Noc żywych trupów

ojciec_wwwirgiliusz

Powiadają, że sen bratem śmierci. Może dlatego z takim obrzydzeniem udają się moje dzieci w ramiona Morfeusza. Może stąd w ogóle imię tego całego Morfeusza, że niby bez zastrzyku morfiny to tak po prostu ich nie uśpisz. Mimo wszystko próbujemy. Ja próbuję głównie, bo Królowa Matka to raczej się do usypiania nie nadaje. Dlaczego? Bo zawsze ją te małe małpy ogłupią i przekręcą. Na dowód podaję przykład. Wychodzę na boks na 21. Kąpię dzieci, robię Miłemu Młodemu Człowiekowi mleko, czytam Oli bajkę. Zadaniem KM jest dokończenie sprawy. Wracam o 23. Właśnie kończą smażyć naleśniki. W domu wygląda jakby Ziobro już wygrał wybory i nasłał na mój dom CBA, co by przetrząsnął naszą siedzibę, pochwycił mnie we własnej osobie i zdemaskowawszy moją tożsamość ogłosił, że już nigdy nikt przez tego pana (wwwirgiliusza) ośmieszony nie będzie.

No więc na Królową Matkę liczyć nie można, co nie znaczy, żebym sam miał jakieś wspaniałe wyniki w tej dziedzinie. Przeciwnie. Bardziej się borykam niż skutecznie usypiam. Owszem, staram się być konsekwentny. Tak, mam parę sztuczek. Wszystkie działają. Albo nie. Zależnie od dnia.

Po pierwsze staram się przestrzegać stałych godzin kładzenia młodocianych spać. Najlepiej przed wiadomościami na wybranym kanale telewizyjnym Efekt? Fantastyczny. O określonej godzinie są już wykąpani, przebrani w piżamy i w stu procentach gotowi do zabawy, harców, śpiewania, grania oraz penetrowania regału z zabawkami. Trzeba ich więc tropić, łapać i zaganiać do kojców, klatek i tym podobnych miejsc im przeznaczonych. Królowa Matka mówi w takich sytuacjach zazwyczaj mniej więcej tak: "Daj spokój, zmęczą się, to się sami położą". Jest to oczywiście nieprawda. Będą buszować aż do kresu naszej cierpliwości. Co innego, gdyby byli w gościach. Tam około godziny dwudziestej zaczną się słaniać, pokładać, pytać, kiedy pójdziemy do domu. Będą się domagać kąpieli, czystej piżamy i kąta do spania.

No więc walczę, kombinuję. Oleńce czytam, potem zgodnie z prośbą otulam (tatusiu otulisz mnie?), ucałowuję (tatusiu ucałujesz mnie na dobranoc?), podprowadzam KM (tatusiu powiesz, żeby mama mnie ucałowała?), przynoszę wodę (tatusiu chce mi się pić), mierzę gorączkę, (tatusiu źle się czuję), a potem kiedy lista chwytów się Oleńce wyczerpuje i zaczyna przechodzić do pytań ostatecznych, to jest: po co żyjemy, czemu się urodziliśmy, to wtedy tracę cierpliwość. W ostrych słowach sugeruję, że koniec cyrków, że pora spać i że zaraz zastosuje wszystkie dostępne mi kary. Oleńka zazwyczaj się na to obraża, łzy roni i kilkanaście sekund później już śpi. Zastanawiam się od dawna, czy całej sprawy nie przyspieszyć opieprzając ją od razu na starcie, ale KM nie zgadza się na takie drogi na skróty i upiera, aby utrata cierpliwości i idący za nią opieprz były naturalne, płynące z głębi serca i spontaniczne. Po takiej akcji zazwyczaj przeciętny rodzic nadaje się do długiego weekendu w psychiatryku, ale nie ma co się nad sobą rozczulać. Bo oto jest do uśpienia jeszcze Miły Młody Człowiek, a to bardziej wymagający zawodnik. Nie ma sensu zostawiać go w łóżku samego dopóki nie zaśnie, bo jak zombiak będzie wyłaził i ganiał po hacjendzie z obłędem w oczach i misiem pod pachą. I na niego znalazłem sposób. Kładę się z nim i nie, o nie!, wcale nie czytam książki, bo by mi wyrywał. Mam coś lepszego. Oglądamy sobie filmy. Zauważyłem bowiem, że MMC jest kompletnie nieodporny na kino moralnego niepokoju. Kilkanaście minut zebrań egzekutywy w wykonaniu spoconych facetów w śmiesznych koszulach wg Kieślowskiego, ze dwa dialogi Mai Komorowskiej z jakimś Zapasiewiczem, Olbrychskim, Nowickim czy innym Bardinim i Miły Młody Człowiek jest pozamiatany. Oczywiście próbuje walczyć, wkłada sobie palce do oczu, grzebie w uchu, rozdrapuje pępek, ale na Zanussiego nie ma rady. Zanussi jest dla dzieci zabójczy. No chyba, że się gdzieś trafi fragment Kilara, co niestety przy dziełach Zanussiego i Kieślowskiego zdarza się dość często. Gdy MMC Kilara usłyszy, zaraz się zrywa i tańcuje, bo okropnie na muzykę wrażliwy jest. I wtedy trzeba mu jeszcze jedną dawkę trucizny, co nudą usypia, dostarczyć.

A kiedy skończę, to zawsze okazuje się, że już właściwie jest po dniu, że pora się kłaść. Że mi resztki tego dnia ukradli. Mój ojciec wyznał mi kiedyś, że po kilku godzinach usypiania, gdy już opowiedział Małgorzacie całą mitologię grecką, baśnie tysiąca i jednej nocy oraz w akcie desperacji i rozpaczy wszystkie znane mu (a był to osobnik oczytany i nie tylko ze starą maturą, ale jeszcze nawet z przedwojennymi nauczycielami) dramaty Szekspira, poczuł powoli tracić cierpliwość, więc w możliwe najspokojniejszy sposób zaproponował wnuczce, żeby może, choć na chwilę zamknęła oczy... Ta spojrzała na niego, jakby przyznał, że służył w Wermachcie  (na szczęście ojciec urodził się w roku 1946, a wtedy Wermacht był raczej w odwrocie) i powiedziała:

- Jak to zamknąć oczy dziadku. Nie rozumiesz, że ja wtedy zasnę?

 

 

 

A żeby was!

ojciec_wwwirgiliusz

Żeby was pokręciło. Żeby wam auto naprawiał mechanik, który mi kiedyś naprawiał i któremu życzyłem, żeby mu ząb kanałowy leczył, dentysta który mi leczył. Żeby wasz ząb okazał się mieć 7 kanałów i żeby was też ten dyletant leczył. I żeby wam się na koniec ten ząb złamał. Żeby wam do profilu na FB dobrało się stado kuców Jego Wysokości JKM. Nienawidzę was, wy wywiadówkowe pierdoły.

Nie oszukujmy się. Bycie ojcem (ojcem, a nie reproduktorem)  do łatwych zadań nie należy. Generalnie w ogóle bycie mężczyzną w tych ciekawych czasach nie jest łatwe, szczególnie, że w najlepsze trwają spory definicyjno-kompetencyjne. Ojciec mężczyzna ma przechlapane podwójnie. Jakoś z tym człowiek musi sobie jednak radzić. I radzi. Ponosząc różnego rodzaju, mniejsze i większe ofiary. Zawierając mniej lub bardziej śmierdzące kompromisy.  Dla mnie chyba najgorszą ofiarą, jaką musiałem składać na ołtarzu bycia ojcem to wysiadywanie na wywiadówkach. Na nich zawsze jest: a) gorąco, b) nudno c) nudno jak jasna cholera d) niemerytorycznie

Za punkt d (d jak do dupy) odpowiadają wywiadówkowe pierdoły. To te stworzenia, nie mam siły nazwać ich ludźmi, powodują, że spotkania, które można by zamknąć w 30 minut, przeciągają się do godzin dwóch, trzech a nawet więcej. Któż z nas nie wychodził z wywiadówki przed godziną 21 mając poczucie, że oglądał jakiś mocno off och off ach offowy teatr alternatywny i to po węgiersku. Kto z obyciem literackim nie stwierdzał, że Proces Kafki musiał powstać po dyskusji zakończonej głosowaniem na temat komitetu rodzicielskiego, albo wyboru celu wycieczki szkolnej? Kto nie zadawał sobie wstrząsającego pytania, jak ponad 400 posłów może się dogadać, skoro 25 osób na wywiadówce dogadać się nie może, a przecież chodzi tylko o kolor ściany, na jaki mają być pomalowane ściany klasy, czyli te nieliczne kawałki, które wystają spoza tablicy, plakatów o myciu zębów, godła państwowego i portretu Gomółki. A nie. Wróć. Portret Gomułki to już za moich czasów był nieaktualny, a generał generalny Polski Ludowej jakoś na ścianach wieszać się nie kazał. 

Kto odpowiada za poziom absurdu na zebraniach? Oni. Ci masoni, cykliści, opus dei i cosa nostry zebrań. Pierdoły. Zebraniowe pierdoły. Jest ich kilka gatunków, a każdy wredny i upierdliwy:

 

Parafrazator 

Na tym numerze przemknął się przez szkołę wyższą. Na tym numerze został prymusem w liceum. On wierzy że to nadal działa. Na mnie na przykład działa. Jak cholera jasna. Gdy widzę, jak parafryzator podnosi rękę by zadać pytanie i wiem co teraz się stanie, to mam ochotę mu tę rękę odrąbać. Bo on swoim zmiętoszonym, bezpłciowym głosem, wziąwszy głęboki oddech, sparafrazuje pytanie. Oczywiście w sposób pogłębiony. Za każde słowo prowadzącego zebranie, pięć słów parafrazatora. Patrzcie ludziska, tak się zdobywa opinię zaangażowanego. Uważajta jak parafrazator się rozpędzi to wam wszystko sparafrazuje. Życiorys nawet. I nie będzie miał litości. Nigdy jej nie miał. Po jak dostał to wymarzone 5 z historii? Parafrazując nauczyciela tak długo, aż ten zrozumiał, że tylko bdb może go uratować. Jego cel jest prosty. Utrzymać się przy głosie jak najdłużej. A spróbuj go poganiać. Spróbuj kazać zmierzać do pointy. Niedoczekanie twoje. Zacznie całą wypowiedź od nowa. Niech będzie przeklęty na wieki. 

Znudzona SUVnicowa

Pazury pomalowane, auto (znudzona SUV-nicowa jeździ, uwaga niespodzianka, SUV-em) wyszorowane, karta kredytowa wylimitowana, mąż który na to wszystko pracuje telefonami i sms-ami zadręczony. Co tu robić? Co robić? Na szczęście jest zebranie w szkole.  Jest dla kogo się ubierać, jest dla kogo się malować, jest kogo (ojców) kusić dekoltem i jest kogo (mamy i wychowawczyni) tym dekoltem wkurzać. Ale nie tylko cycem znudzona SUV-nicowa szczuje i nie tylko cycem wkurza. W przeciwieństwie do parafrazatora, ona się merytoryką nie przejmuje. Opowiada, o tym co ją kręci, co ją podnieca. Przykre wypadki jej koleżanki, tajemnice kłopotów z trawieniem (wszyscy jesteśmy przeglutenowani), wstrząsająca historia montażu uchwytu na ręczniki w salonie kąpielowym (łazienki to mogą sobie mieć jacyś prekariusze, ona ma salon kąpielowy, w którym dałopby się zaparkować oba SUV-y, jej i jej męża jednocześnie, gdyby tylko miała taką ochotę) przez absolutnych niefachowców, którzy nieodpowiedzialnie i bezpowrotnie wygięli desingerski uchwyt na ręczniki w stylu Montezumy V. Jak ona może tak pieprzyć bez związku z tematem? Normalnie. Zaczynając wypowiedzi od wyrażeń typu: Ja to miałam przygodę..., albo Straszne, to zupełnie jak ja, kiedy... I dalej leci już bezwstydni  off the topikiem jak mówią ludzie z nową maturą, a dwadzieścia i parę osób słucha w oszołomieniu. Niech będzie przeklęta na wieki.

Pseudoprowokator - To klasyk gatunku. Najłatwiej wyobrazić sobie go przypominając skecz o człowieku dowcipnym.Włąściwie podlinkowany opis wyczerpuje temat. Dodajmy tylko, że zebranie rodzicielskie to czas i miejsce, gdzie pseudoprowokator może naprawdę się wyszumieć. Bo jest to taki typ patologii, która im większe audytorium, tym lepiej się czuje. Tym bardziej, że krewni i znajomi na spotkaniach rodzinnych i innych już dawno nauczyli się kazać zamykać mu mordę i zbytnio się nie certolą. O ile pseudoprowokator ma w ogóle znajomych i rodzinę. Czego im odradzam, czego mu nie życzę. Niech przeklęty będzie na wieki.

Jednocelowiec

Był nim Katon Starszy (Ceterum censeo Carthaginem delendam esse), był także Lepper (Balcerowicz musi odejść). Jednocelowiec może być nawet czasem myślącym i przyzwoitym człowiekiem. Cóż z tego, skoro się nieszczęsny ufiksował na jeden temat. Jest nim najczęściej albo niesprawiedliwa ocena potomka, jakiś "przekręt" przy wycieczce, bo nierozliczono 50 zł do zwrotu, albo inny konik (mięso w stołówce, podczas gdy przyzwoity człowiek brzydzić mięsem się musi), na którego to konika ochoczo wskakuje i odmawia zejścia. Owszem. O wszystkim dyskutować można. Mamy  demokrację i dyskutować należy. Trzeba. Ale tysiąc razy o tym samym? Ja pitolę! NIech będzie przeklęty i jednocelowiec

Właśnie dlatego gdy dowiaduję się o zebraniu rodzicielskim w szkole automatycznie załącza się stan przedzawałowy. A dzieci mam troje. Jedno w liceum, jedno na jesień zacznie klasę pierwszą, a trzecie nawet jeszcze nie zaczęło. I to właśnie jest w byciu ojcem najgrosze. Reszta bardzo, ale to bardzo mi się podoba.

Komendancie Jezu, oddaj nasze dziecko

ojciec_wwwirgiliusz

Czy wasze dziecko znalazło już Jezusa? Ola tak. I  ona, dziewczynka licząca sobie lat sześć oświadczyła nam, że marzy o tym, żeby zostać zakonnicą i że z pewnością wstąpi do zakonu, jak tylko będzie miała taką możliwość. Królowa Matka natychmiast wystąpiła z kontroświadczeniem, że odbędzie się to tylko i wyłącznie po jej trupie. Na to Oleńka się rozpłakała, KM rozpłakała się również. Ola szlochała, że nic nie powstrzyma jej miłości do Boga, Królowa Matka krzyczała, że nie pozwoli jej córce zmarnować sobie życia. W odruchu rozpaczy i przebiegłości Ola spytała, co ja na to. Ja jako zadeklarowany agnostyk stwierdziłem, że pomysł z klasztorem jest świetny i przypomniałem Oli, że za chwilkę zaczyna się jej ulubiona bajka. Ta pocwałowała radośnie w stronę telewizora, a Królowa Matka rzuciła się wydrapać mi oczy. Zanim to zrobiła, wytłumaczyłem jej, dlaczego się tak zachowałem.

Może dlatego, że sam w wieku niemal identycznym wzbudziłem popłoch w mojej rodzinie oświadczając, że jak dorosnę zostanę milicjantem. Było to w samym środku stanu wojennego, na dodatek w mieście, gdzie podziemie solidarnościowe działało prężnie, popierane przez większość tak zwanych zwykłych obywateli (połowa z nich obecnie twierdzi, że za komuny było lepiej i jednocześnie głosuje... zostawmy to) Cała rodzina więc zatrzęsła się świętym oburzeniem. Przypominano mi, że ojciec był niemal prawie całkiem całkiem  zagrożony internowaniem jako działacz zakładowej Solidarności, dziadek co prawda z partyjnego błogosławieństwa (inaczej się przecież nie dało) został dyrektorem, ale do kościoła co niedzielę chodzi, co wymaga odwagi nie lada, a ja, ja chcę na tej udręczonej ziemi, zroszonej krwią bohaterów zapisać się do tfu, tfu, tfu milicji tfu tfu tak zwanej obywatelskiej. Ciotki szlochały i rwały włosy z głowy, wujkom papier na powielaczu się marszczył. Następnego dnia po powrocie z przedszkola oświadczyłem ojcu z grobową miną: "Pani pytała nas, kim chcemy zostać, to powiedziałem, że weterynarzem, żeby ci nie było przykro. Tylko dlatego, ale wiedz i tak zostanę milicjantem!". Tak wyglądało sorry Winetou w moim wykonaniu.

Jak się domyślacie, milicjantem nie zostałem. Ale co zapamiętałem to moje. Zapamiętałem, że z tych przedszkolnych planów absolutnie nic nie wynika. I nie ma sensu się emocjonować. Można nie zabraniać i można nawet zabraniać. I luz. Też nie zadziała. Jak homeopatia. Dzisiaj zakonnica, jutro aktorka, pojutrze pomoc dentystyczna (ma dostęp do elektrycznie opuszczanego fotela), a po pojutrze kto wie i właściwie czemu nie, Ola na przykład może zostać operatorem koparki. Lub rozpocząć pracę w punkcie ksero.

Tymczasem Oleńka poświęca się Jezusowi. Zaproponowała, żebym skasował z telefonu wszystkie gry, bo pani od religii stwierdziła, że granie w nie jest gorsze od wojny. Gdy poszła z nami na pogrzeb, klęczała przy samej trumnie z teatralnie złożonymi rękami. Wczoraj śpiewała "Chwalcie łąki umajone" tuż przed zaśnięciem, a po kręgosłupie Królowej Matki przebiegał dreszcz jakby sam Clooney smerał ją po pupie. Choć nie do końca, bo z Clooney'em to przyjemność, a z łąkami to raczej dreszcz zgrozy. Dlaczego Jezus wygrywa? I co w to w ogóle znaczy?

Chwilę nad tym myślałem i wymyśliłem. Ola zamieszkuje świat obły. Bez kantów. Problemy, strachy i kłopoty staramy się trzymać z dala od niej. Chyba jak dotąd dość skutecznie. I w tym świecie pojawia się pani od religii ze wsparciem pewnej grupy hierarchów kościelnych. Jak liczna jest ta grupa to już kwestia interpretacji. Myślę sobie nawet, że to właśnie definiuje antyklerykała. Skrajny antyklerykał uważa, że 99% biskupów to fanatyczni idioci, ale chyba najbardziej z bogobojnych katolików nie przyzna, że przynajmniej paru biskupów teleportowało się do nas z czasów świętej inkwizycji i najlepiej gdyby tam niezwłocznie wrócili. No więc ta pewna grupa hierarchów i pani od religii wchodzą z swoją (że tak ujmę ponowocześnie) narracją. Narracja jest krwawa, zarysowuje ostre podziały i się nie patyczkuje. W niej to Jezus jest większym bohaterem niż Jake i Piraci z Nibyladnii, świnka Pepa, królik Bugs i Gambol razem wzięci. Narracja mówi śmiało o śmierci. Tej cielesnej, doczesnej i tej wieczystej. Narracja opowiada o torturach. Narracja śmiało chlusta krwią i rozrzuca urwane członki. Niektóre członki jeszcze nie urwane nurza we wrzącym oleju. Narracja fascynuje złem, przemocą, strachem. Ale nie tylko. Pokazuje wielką miłość, nadludzką dobroć. Opowiada o zbawieniu i życiu wiecznym. To jednak wszystko pikuś. Mały, jak to mówili kiedyś, miki. Bo najważniejsze jest, że na religii i w kościele dużo śpiewają, a to najlepiej dociera do Oleńki. Że też szkoła się nie umie tego nauczyć, co Kościół wie od dawna. Kościół oraz inni, którzy chcą lub chcieli władzę nad naszymi sercami i duszami sprawować niepodzielnie.

Ola uwielbia śpiewać. Kto zaproponuje jej ładne piosenki ten zdobędzie jej serce. Na razie wygrywa Jezus, a raczej ci, którzy biorą sobie jego imię nadaremno, bo na swój partykularny użytek. Jutro może to być reklama kredytu we frankach. Jeśli tylko będą ją umieli ładnie zaśpiewać.

© Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci