Menu

Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje

Mojemu tacie

Skazani na all inclusive

ojciec_wwwirgiliusz

Zbliżające się wybory na pewno nam o tym przypomną. Nasz naród jak jeden (rozwiedziony i zrujnowany alimentami) mąż  cierpi niewysłowioną biedę. Dowodów tego są tysiące, setki tysięcy. Setki tysięcy ludzi codziennie tłoczy się w korkach, bo nie stać ich na latanie do pracy własnymi samolotami. Inni nędzarze przemierzający miasto autobusami słuchają muzyki na smartfonach, bo nie stać ich na własną orkiestrę. Nawet kameralną. Powiedział mi kolega w tajemnicy, że chciał pojechać na połów dorsza. Ale najbliższy wolny termin był na za miesiąc i to w czwartek. To ssanie w żołądku powoduje, że ludzie zapisują się na te obrzydliwe w smaku ryby i są gotowi miesiąc poczekać, żeby nałowić dorsza i tak odsunąć od siebie klęskę głodu choć na chwilę. 

To co się wyrabiało do niedawna na plażach polskich to wiemy. Stada nędzarzy zasłaniających parawanami swą mizerotę. My na parawaning i flądrę na deptaku pozwolić sobie nie mogliśmy. Pojechaliśmy więc klepać biedę na południu Europy, jak wielu innych rodaków. W naszym rejonie na szczęście nie było młodych_mężczyzn_którzy_przyjechali_zaprowadzić_tu_szarijat_lub_ewentualnie_od_razu_wysadzić jak twierdzą prawdziwi_Polacy, nie_jesteśmy_rasistami_ale i inni bądźmy_realistami. Nikogo takiego nie było, nic takiego się nie działo, mogliśmy się więc przez dwa tygodnie cieszyć tym, na co zostaliśmy skazani, a byliśmy skazani na swoją obecność i na all inclusive.

Na początek udało mi się odczarować to całe all inclusive, bo przyznaję podchodziłem do niego z pewną taką (klasyka polskiej retoryki, pamięta ktoś?) nieśmiałością. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. All inclusive w wersji polskiego biura turystycznego to po prostu wczasy, jakie ja pamiętałem z czasów dzieciństwa. Rano śniadanie, w południe obiad, wieczorem kolacja. W ciągu dnia ping-pong, siatkówka i (nowość) zumba z kaowcem, który teraz zwie się animatorem. Bezczelnie kłamie, Oleńka go pytała i nawet małego filmu nigdy w życiu nie zaanimował. Oczywiście są różnice między wczasami, a wakacjami all inclusive. Ładniejsze widoki, cieplejsze morze no i ci obcokrajowcy. W hotelu i poza nim. Są też osławione drinki alkoholowe, które rzekomo można pić do woli. No niby można, ale to jest coś tak jak na imieninach cioci, gdzie wujek obiecał mi także nalewać drinki, ale mojej mamie poprzysiągł jednocześnie, że będą one specjalne. No i są. Pijesz, pijesz, pijesz. Impreza się skończyła, a ty nic. Nie, nie brakowało mi upicia się do podłogi. Tak, widziałem pijanych. Podejrzewam, że po prostu załatwili flaszkę i dolewali pod stołem do drinków.

Jeśli chodzi o ludzi, to w większości byli to nasi rodacy. Zachowywali się dokładnie tak jak na wczasach. Mieszkańcy stolicy, wiadomo. Ślązacy też wiadomo, tworzyli zwartą grupę i gdzie nie usiedli od razu chcieli składać stoły razem. Tawerna czy muzeum.  Królowa Matka i ja za największy wrzód na tyłku uznaliśmy jednak dzieci turystów brytyjskich. Małe złośliwe gnojki, których wszędzie było pełno. Hałasowały, dewastowały i dręczyły. Były doskonałym supportem dla Miłego Młodego Człowieka, który postawił zdobyć tytuł UPIERDLIWCA ROKU. Moim zdaniem zdobył go już w samolocie, a potem już tylko potwierdzał swoją mistrzowską klasę i niesamowitą formę. I trzeba przyznać, że utrzymał ją równo przez dwa tygodnie. Był aktywny wieczorami, przez co nie mogliśmy z Królową Matką wychylić na spokojnie wieczornego drinka (bez)alkoholowego, bo ciężko się pije i biega jednocześnie. Był aktywny na basenie, gdzie trzeba go było odławiać, hamować i prosić by choć na chwilę zaprzestał swojej ulubionej zabawy, a było nią wskakiwanie do płytkiej wody na bombę, bombę atomową, która opryskiwała wszystkie okoliczne wieloryby w pełnym makijażu (a nóż się ktoś połasi?). Był aktywny nad morzem, gdzie pracowicie wypełniał kosze na śmieci kamieniami i regularnie spuszczał wodę z pryszniców. Grek pilnujący plaży dostał odcisków na nogach, tak często musiał przychodzić i zabraniać mu tego wszystkiego robić. Swoją drogą przynajmniej wyleczył się z odleżyn na plecach. Właściwie nie było takiego miejsca, w którym Miły Młody Człowiek nie zrobiłby jakiejś trzody. Mapę naszej obecności na pięknej wyspie greckiej znaczyły czarne punkty jego wybryków, wyczynów i skandali. Dlatego trzymaliśmy się z dala od muzeów archeologicznych, sklepów z pamiątkami, monopolowych i właściwie wszystkich miejsc, gdzie coś było droższe niż 50 centów i było tego więcej niż 2. Królowa Matka umierała z zażenowania, ja próbowałem go wychowywać, więc prócz zażenowania dręczyła mnie frustracja wynikająca z nieskuteczności. Miły Młody Człowiek był zaś szczęśliwy jak świnia w błocie i nie zamierzał się niczym stresować. Tym bardziej, że zewsząd i we wszystkich językach spływały na niego słowa poparcia. Jaki miły, śmiała się pani ocierając twarz z wody, gdy MMC skoczył na bombę 30 centymetrów od niej. Jaki sprawny, wolał pan trafiony piłką w głowę. Jaki żywy cieszyła para staruszków, których nogi, laski i balkoniki posłużyły MMC do urządzenia dzikiego slalomu. Nawet brygada antyterrorystów na lotnisku pochwaliła jego refleks, skoczność i szybkość. A także moją, kiedy już udało mi się go wreszcie dopaść, przeskakując przez dziesiątki taśm i walizek, aby powstrzymać przed wskoczeniem do autobusu byle jakiego. Był niespożyty. Także w samolocie. Trzy godziny i czterdzieści pięć minut, które z nim przeżyłem na ciasnej powierzchni, z których ponad 30 minut byliśmy spięci jednym pasem, powinny mi być zaliczone na odpust zupełny za grzechy dotychczasowe i 10 lat awansem. Nie wiem, jak udało mi się je przetrwać. W każdym razie, gdy koła samolotu dotknęły ziemi, Miły Młody Człowiek, ziewnął, mrugnął okiem i zwiotczał. Zmęczył się więc zasnął. Gdy wynosiłem go z kabiny na rękach, obsługa biła mi brawo, dziękując, że własnym ciałem i determinacją nie dopuściłem do wdarcia się MMC do kabiny pilota. A Miły Młody Człowiek spał. Spał gdy wychodziliśmy, spał gdy jechaliśmy autobusem i spał następne 2 godziny, gdy czekaliśmy na nasze walizki. Spał nawet wtedy, gdy Królowa Matka, na co dzień piękna, dobra i spokojna, stanęła na czele rebelii, która chciała zlinczować osoby odpowiedzialne za opóźnienie naszych walizek. Zmęczył się, to spał. Logiczne

 

Dzień świrka

ojciec_wwwirgiliusz

Znacie dzień  świra? To poczytajcie o dniu świrka.

ODZIENIE

Jeśli bluza, kurtka, koszula, sweter, kardigan ma guziki to muszę one być zapięte. WSZYSTKIE. Zamki, sznurki i inne formy zapięcia - analogicznie.

POSIŁEK

Talerz ma być na środku, widelec po prawej, a kubek z piciem zaraz obok niego. Matka ma patrzeć w swój talerz. Jeśli będzie próbować nam pomagać, to pokazujemy jej paluchem, gdzie ma swoje miejsce, mówiąc stanowczo "tu"! Jeśli coś spadło na ziemię, to trzeba to podnieść. Odnaleźć i podnieść. Jedzenie na ziemi nie może leżeć i marnować się.

WÓZEK

Zanim posadzimy tyłek w wózku, starannie wytrzepujemy piasek z siedziska . Osobiście. Po rodzicach trzeba poprawiać, bo robią to na odwal.

ZASYPIANIE.
Nogi muszę być przykryte kołderką. Nie kołdrą rodziców. Naszą kołderką. Przykrywać nogi, ale maksymalnie do pasa. Ręce mają być wolne.

DRZEMKA

Jeśli w ciągu dnia wypadła nasza drzemka, to gdy położą nas nocą spać i tak się obudzimy mniej więcej po tym czasie, jaki trwała drzemka.

RĘCE

Ręce muszą być czyste. Suche. Rękawy nie mogą być za długie, i opadać na dłonie. Również powinne być suche i czyste. No i zapięte. To oczywiste.

AUTO
Roleta na naszej szybie w aucie winna być zaciągnięta. Bez względu na stopień nasłonecznienia, opady i porę dnia i porę roku.

WŁOSY
Jeśli wiatr będzie nam podwiewać włosy na głowie podczas spaceru to biada ci wietrze. Biada. Licz się z wygrażaniem pięściami i krzyczeniem "Nie!"

 

 

Jak żyć

ojciec_wwwirgiliusz

Przyznaję, że trochę się mentalnie sklinczowałem po tak emocjonalnym wpisie jak poprzedni, no ale postanowiłem jakiś czas temu, że piszę o tym co chcę i jak chcę, więc nie zamierzam żałować. Tym bardziej iż mam nadzieję, że choć parę osób wpłaciło było jakieś kwoty na zbożny cel. Ja w każdym razie tak.

Żyjemy w ciekawych czasach bez wątpienia, co jak wiadomo jest starym przekleństwem. I pewnie każdy rodzic się zastanowił choć raz, jak sobie z tą świadomością poradzić. My tu na wakacjach, a tam w podobnym morzu toną ludzie. My tu na na sali gimnastycznej obchodzimy 1 września, a Putin być może nam piąty rozbiór szykuje. My na zakupy po worek do kapci, a tam za wschodnią granicą ludzie w czarnych workach wracają z Donbasu.

Unosimy się w bańce szczęścia, nad jednym wielkim polem bitwy. Bańka jest z mydła i wody i dlatego może pęknąć w każdej chwili. Tak jak tętniak w głowie, jak blaszka miażdżycowa w sercu i wtedy zamiast dyskutować o uchodźcach sami być może będziemy z absurdalnymi fantami i obłędem w oczach brać udział w newsach. Brudni, głodni i zrozpaczeni. Długo sobie zadawałem pytanie, co z tą świadomością zrobić. Że inni już ze swojej bańki wypadli i że my też w każdej chwili możemy. I pomyślałem sobie, że jedyne sensowne co możemy zrobić to, uwaga: teraz będę na tyle głupi, by mówić jak żyć, to żyć NORMALNIE.

Wstawać rano, ubierać gacie, najlepiej czyste, a potem w zależności od pogody dokładać do tych gaci, co tam trzeba, żeby nie było odmrożeń. Następnie kopniakami i hitlerowskimi okrzykami budzić resztę rodziny. Możliwie czułymi krzykami, możliwie pieszczotliwymi kopniakami, bo nie wiadomo, ile nam ich jeszcze zostało. Takich poranków. Jechać do szkoły, przedszkola, żłobka. Rozmawiać ze sobą. Życzyć sobie miłego dnia. Potem iść do pracy. Robić rzeczy, zarabiać pieniądze, żeby robić zakupy. Normalne. Jak zawsze. Raty też płacić, bo a nuż wojny jednak nie będzie. Putin się uspokoi, Ruskie nie wejdą, islamskie diabły odpuszczą, to po co od razu mieszkanie tracić? Potem wracać do domu. Bawić się z dziećmi. Coś tam posprzątać, żeby porządek był, jak rakieta w dom pieprznie. Ale bez przesady, bo lepiej czas ze sobą spędzać, cieszyć się, że jesteśmy zdrowi, cali, na kanapie, nie na łodzi przeładowanej. Tym, że kanapa stara się nie przejmować, w ogóle jak najmniej się przejmować, bo po co? Stara kanapa pali się tak dobrze, jak nowa. Lepiej sobie zapalić (jak się jest palącym) papieroska, drinka zrobić. Cieszyć się życiem, takim jakie jest i póki jest jakie jest.

A jak ktoś nie wie (ja często nie wiem na ten przykład), jak się można życiem cieszyć, to niech na swoje dzieci popatrzy. One to umieją same z siebie. Wczoraj kiedy wróciłem z wywiadówki (Królowa Matka przebywa na kursie, delegowana z pracy), przywitali mnie nieludzkim wrzaskiem, domagając się rozstrzygnięcia sporu, który zakończył się aktami przemocy fizycznej.Ktoś coś komuś wyrwał, więc drugi wyrwał mu też. Jedno pociągnęło za włosy, to drugie wyszarpało ucho. Gdybym akcji nie przerwał pewnie doszliby do pojedynku wg kodeksu Boziewicza. Na szczęście wywiadówka skończyła się na tyle szybko, że mogłem kazać im się uspokoić, albo... Wiadomo.  Czyli było dokładnie jak w tym kawale o partyzantach i Niemcach: Dzień pierwszy, wywaliliśmy Niemców z lasu. Dzień drugi, Niemcy wywalili nas lasu. Dzień trzeci, my Niemców z lasu. Dzień czwarty, Niemcy nas. Dzień piąty, leśniczy się wkurzył i kazał nam wszystkim wypieprzać z lasu. Powiedziałem, że jeszcze chwila i się wkurzę.

No więc się bawimy. Na razie się bawimy. Jeszcze się bawimy.

 

Przepraszam

ojciec_wwwirgiliusz

Nie chciałem zobaczyć Twojego zdjęcia. Pomiędzy reklamami aut i butów Twoje małe martwe stopy w sandałach. Mam podobne zdjęcie w telefonie. Nogi w identycznej pozycji. Należą do mojej córki. Zdjęcie zrobiłem jak spała, a nogi wystawały jej nie tylko z kołdry, ale też poza szczebelki dziecięcego łóżeczka. Gdy robiłem to zdjęcie, była młodsza od Ciebie o jakiś rok. Teraz jest starsza i co roku ta różnica pomiędzy wami będzie rosła.

Nie mogę się pozbyć tego obrazu - drobnego ciałka leżącego na plaży i tych stóp. Zdjęcia córki nie wrzuciłem na FB, ani nigdzie indziej. Są takie zdjęcia (w sumie chyba większość) moich dzieci, których nie chcę dzielić z nikim, bo są dla mnie zbyt intymne. Ty jesteś wszędzie. Najpopularniejszy obraz ostatnich dni. Nikt Cię nie pytał o zgodę. Przepraszam Cię za to. Przepraszam, że musisz leżeć nieprzykryty, publiczny między reklamami aut i butów. 

Jesteś częścią dyskusji. Przyjmować. Nie przyjmować. Islam. Azja. Afryka. Papież. Akcja. Premier. Pociąg. Śmierć. Uchodźca. To nie musiało Cię obchodzić i sądzę, że nie obchodziło, co nie zmieniło faktu, że straciłeś życie w wyniku bardzo konkretnych działań konkretnych ludzi. I zaniechań wielu innych. Może Twoja śmierć coś zmieni. Może nie zmieni. Nie wiem. Za to też Cię przepraszam.

Widziałem już wiele zdjęć zabitych ludzi i zabitych dzieci. Drastyczniejszych. Twoje zdjęcie zrobiło na mnie wrażenie, bo przypomina mi zdjęcie mojej córki. Przepraszam. Tak wyszło. Nie mogę się pozbyć Twojego obrazu i może trochę mam nadzieję, że jak Indianie przepraszali zabite zwierzęta, za to że musieli im zadać śmierć, to Ty też dasz mi spokój gdy napiszę: przepraszam.To to samo słowo, którego użyłem w sklepie godzinę temu, gdy mój syn zbił wino. Strącił je z półki. Przepraszam, powiedziałem. Nic takiego się nie stało, niech następnym razem uważa, odpowiedziała pani w sklepie. Nie znam lepszego słowa od przepraszam.

Na co dzień się tutaj wygłupiam. Pajacuję. Dzisiaj jest inaczej. Napisałem już dlaczego. Robię to trochę również dlatego, że nie zauważyłem, żeby ktoś Cię przeprosił. Więc zrobiłem to ja. Powinien Cię przeprosić ktoś znacznie ważniejszy. I za to także Cię przepraszam.

 

 

[Mam prośbę, zamiast lajka proszę wpłać jakąś kwotę  na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej]

 

Czy jesteś starym prykiem - psychodelik test

ojciec_wwwirgiliusz

Wszyscy się go boją i nikt nie chce nim zostać. A jest to (w większości wypadków) nieuniknione. Czy to już? Stało się? Ty też zastanawiasz się, czy jesteś już starym prykiem? Ooo, tylko spokojnie. Bo to bardzo prosto sprawdzić. Wystarczy, że rozwiążesz poniższy test. Odpowiedz sobie (można robić notatki) na kilka pytań, a potem ja powiem Ci, jak je zinterpretować.

1. Czy rozmawiając z Twoim dzieckiem zdarzyło Ci się użyć stwierdzenia, gdy byłam/em młody/dzieckiem (wiem, wiem, unikasz jak ognia słynnego "za moich czasów". Pilnujesz się) to wtedy...?

2. Ile razy w tym miesiącu, widząc jakiegoś egzotycznego nastolatka lub nastolatkę, zdarzyło Ci się pomyśleć, ja pitolę, co za osioł? Nie pytam o mówienie, bo wiem, wiem - pilnujesz się. No więc, ile razy dało Ci się tym dziwacznie ubranym, nietypowo zakolczykowanym lub debilnie zachowującym osłom wyprowadzić Cię z równowagi? Zapisz to sobie dokładnie. Może się przyda kiedyś.

3. Przypomnij sobie, z jakiego powodu skończył się ostatni wypad na miasto ze znajomymi. Zabrakło Wam pieniędzy? Bankomat się zepsuł, albo to było w Grecji? Zwinęli Cię na izbę wytrzeźwień? Starzy kazali wracać do domu (nie, chyba: oddalam to pytanie). A może po prostu z Twoich ust padło: Wiecie co, wracam do domu. Jutro mam ciężki dzień.

4. Oglądając telewizję w noc sylwestrową i widząc Jerzego Połomskiego zadajesz sobie pytanie o takiej treści: Zaraz, skoro jak miałam/em lat pięć i on już był wtedy stary, to skoro dzisiaj mam ..., to ile on do cholery może mieć lat?

5. Kiedy do Twoich uszu/oczu dotarła wieść, że niejaki Biedroń, to ten co zdjął papieża ze ściany, ogłosił wprowadzenie dentystów do szkół, wykrzyknęłaś/łeś, przecież pamiętam dentystów w szkole. I pamiętam jak była fluoryzacja, jak ustawiali nas na krawędzi trawnika i kazali myć zęby. A potem wszyscy pluli na trawę przed sobą i był to jeden z tych obrazów, które pamięta się całe życie. Tym bardziej, że co trzeciemu z nas krwawiły dziąsła i krew się mieszała z bielą pasty.

6. Kiedy wchodzisz na blotka, albo dupelka, albo wirtualną polkę to widząc te dziwne twarze, biusty, fryzury i pupy podpisane "gwiazda serialu", "idol młodego pokolenia", "znana piosenkarka" zadajesz sobie pytanie: ja pitolę, kim oni w ogóle są?

7. Pamiętasz pochody pierwszomajowe. Ba, nawet udało Ci się załapać udział w którymś z nich. Nie oszukuj, obecność w wózku też się liczy.

 

Teraz dla wszystkich chwila muzyki. A potem wyniki;-)

Oczywiście, że jesteś starym prykiem. Nikt poza starym prykiem nie rozwiązywałby takiego testu. Młode źrebaki nie zastanawiają się nad tym, czy są młode, one nie muszą sobie tego wmawiać. Zajęte są zupełnie czym innym. A Ty? Ty, masz mentalnie siwy łeb, tak samo jak ja.

© Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci