Menu

Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje

Mojemu tacie

Galeriankowie

ojciec_wwwirgiliusz

Czy ja lubię zakupy w centrach handlystycznych? Uwielbiam! Czy lubi je Miły Młody Człowiek? Pasjami! Ja wytrzymuję standardowo 15 minut po wyczerpaniu się baterii w moim smartfonie. MMC jakieś pięć. Najwyraźniej właściciele tego typu miejsc rozpylają coś w powietrzu, co działa bardzo źle i drażniąco na męski układ nerwowy. Pod wpływem tej tajemniczej substancji każdy znany mi samiec po wyczerpaniu baterii w sprzęcie elektronicznym zapełniającym wolny czas zaczyna zachowywać się dziwnie. Zadaje trudne pytania. Na przykład: Daleko jeszcze papo smurfie? Nie umie udzielić odpowiedzi na pytania proste, na przykład: Myślisz, że dobrze mi w tej sukience o barwie palonego ecru w sierpniowy poranek, czy może powinniśmy wrócić do tamtego sklepu i przymierzyć jeszcze raz tamtą w kolorze łososiowym? Usiłuje zgubić się na schodach ruchomych. Twierdzi, że jest głodny, ale nie zje hamburgera, bo gardzi fastfoodami. Młode osobniki zachowują się jeszcze gorzej. MMC symuluje na przykład padaczkę tak doskonale, że w takich momentach pół galerii chce wzywać karetkę. Słowem - zaczyna się robić nieprzyjemnie, a na koniec Królowa Matka stwierdza, że to było ostatni raz, że już nigdy, przenigdy się z nami do tego miejsca nie wybierze. Trochę stoi to w sprzeczności z faktem, że sama nam kazała wcześniej iść ze sobą i że przecież każdy samiec bez względu na wiek, który słyszy Może pojedziemy na zakupy? najchętniej jak pies schowałby się za kaloryferem, ale przecież nie będziemy wszczynać tutaj jałowych sporów na tego typu tematy, co kobieta ma na myśli, kiedy mówi... Ważne jest co inne.

Ważne jest:

że w tym tygodniu wybraliśmy się z MMC na zakupy, 

że do centrum handlystycznego,

że spędziliśmy tam 3 godziny,

że szkoda, że KM tego nie widziała, bo potem nie chciała uwierzyć.

Bawiliśmy się świetnie. Nie nudziliśmy się, nikogo nie bolały nogi, nikt nie narzekał, ani nie zgłaszał głodu, pragnienia ani żadnej innej potrzeby fizjologicznej. Co więc robiliśmy? Całą masę rzeczy! Zaczęliśmy od samoobsługowego sklepu z narzędziami, materiałami do remontowania i budowania. Miły Młody Człowiek natychmiast obsłużył się sam przy stoisku ze śrubkami. Najpierw otwierał każde z pudełek, wyjmował po jednym typie śruby, a potem umieszczał je w kątownikach znajdujących się na regale po przeciwległej stronie alejki. Wkrótce (podejrzewam, że zaalarmowany przez obserwatora kamery przemysłowej) pojawił się Head of Unit Gwoździe, Śrubki, Blachowkręty, a domyśliłem się, żeby to najwyższy czas by powiedzieć do MMC:

Słuchaj, może już wystarczy tego wyciągania śrubek, dobra?

Miły Młody Człowiek zgodził się chętnie, nie robił scen tylko elegancko odłożył śrubki na miejsce.

- Niesamowite - powiedział Head of Unit Gwoździe, Śrubki, Blachowkręty - odłożył każdą śrubkę na miejsce, zgodnie z rozmiarem! Widziałem faceta, który ubrał robocze ogrodniczki do garnituru, żeby twierdzić, że w nich przyszedł i wcale ich nie kradnie i różne inne rzeczy już tu widziałem, ale takiego czegoś jeszcze nie.

Potem poszliśmy obejrzeć wiertarki. Sprawdzaliśmy wszystkie po kolei, ale żadna nie chciała się włączyć. No więc zjechaliśmy schodami ruchomymi na parter a potem wjechaliśmy na górę, żeby po chwili, tak, tak, dobrze kombinujecie, znaleźć się na górze. Za dziesiątym razem trochę się już nam znudziło, więc poszliśmy sobie do innego sklepu. Zoologicznego.

Tam był niesamowity szczurochomik, który biegał w kółku, były robaki w pudełkach, ale one okazały się być obrzydliwe (fuj śmiendzi), więc MMC przeorganizował tylko wystawę karmników dla ptaków, które nie były poukładane ani wielkością ani kolorami i chłopak po prostu musiał z tym zrobić porządek i już mogliśmy opuścić sklep zoo. Tuż obok była wypożyczalnia wózków-samochodów, więc wymieniliśmy jeden z nich na moje prawo jazdy i kolejne dwa kwadranse spędziliśmy ćwicząc drifty, aż jedna z potrąconych pań chciała wezwać drogówkę. Schowaliśmy się przed nią w sklepie sportowym i po strzeleniu kilku goli wyszliśmy znowu do holu centrum handlystycznego. Dopiero wtedy zauważyliśmy, że tam stoi... Tak. Najprawdziwszy samochód (firmę pominę, chyba, że importer zaoferuje nam jakiegoś godziwego kombi w top wersji wyposażeniowej), do którego można było wejść, o czym zapewniała nas ochoczo długowłosa oraz długonoga hostessa. I pokazała nam absolutnie wszystko! Regulację kierownicy, ergonomiczne panel sterowania klimatyzacją i radiem, podgrzewane fotele. Otworzyła przed nami schowki, pozwoliła nacisnąć klakson. Gdy MMC testował moc długich świateł na przechodzących ludziach, ja zainteresowałem się bagażnikiem. Hostessa zaoferowała, że może mi pokazać, ile będzie miejsca, gdy cytuję: pomoże mi pan rozłożyć tylną kanapę, ale skromnie podziękowałem. Królowa Matka wiele razy mówiła mi, że jeśli kobieta w jednym zdaniu używa słów kanapa i rozłożyć, to nie można jej ufać. Podejrzewam więc, że oferta leasingowa była co prawda atrakcyjna, ale jednocześnie też mało wiarygodna. Niemniej był to bardzo piękny dzień!

Wychodząc na przeciw oczekiwaniom czytających notkę panów załączam filmik z francuskimi ślicznotkami w akcji. Trzema!

500 zł? Tak, ale dla prawdziwych rodzin

ojciec_wwwirgiliusz

Panie premierze ewentualnie pani premierko, panie prezydencie, panie prezesie, panie ministrze od pieniędzy, wysoka, wielce szanowna  izbo oraz pośle Liroyu. Mam pytanie. Jak zamierzacie rozdać te 500 zł na dziecko? czyli dla kogo konkretnie będzie ta kasa? My z KM mamy osobne konta, ale to są naczynia idealnie połączone. Kiedy tylko KM znajdzie się pod ścianą i na przykład w sklepie "wszystko za 5 zł" zabraknie jej kilkuset złotych do sforsowania kasy dzwoni do mnie i ja przelewam. I odwrotnie. Gdy moja pensja (dają mi 25, więc do pierwszego zawsze starcza!) się wymydli, a tu z kolegą po 20tym piwie zachce nam się kebaba (nie tylko uczestnicy Marszu Niepodległości, ale i ja mam prawo do kebaba) to z opresji ratuje mnie Królowa Matka śląc przelew o tytule "Na wino śpiew i młodsze koleżanki z pracy". Także w naszym wypadku pieniądze są wspólne, a mówiąc konkretnie to  nasze długi, zobowiązania, zaległości są w pełni wspólne.

Wiem jednak, że nie wszyscy tak żyją. Nasłuchałem się opowieści o koleżankach, które pożyczają pieniądze, bo układ finansowy w ich domu polega na tym, że mąż opłaca kredyt hipoteczny oraz swoje przyjemności, a żona "swoje" czyli jedzenie, ubrania i szkolne wydatki dzieci. Logiczne prawda? Chciała mieć dzieciary, to niech się gimnastykuje, a ja sobie wyskoczę na połów dorsza w Norwegii. Pewnie są też sytuacje dokładnie odwrotne, kiedy kobieta (na przykład zarabiająca więcej) stosuje przemoc ekonomiczną wobec męża z budżetówki. Na dodatek teraz jak mu zamkną gimnazjum będzie miał jeszcze bardziej przewiflane.

To nie jest złośliwe pytanie. Przeciwnie. Wiem, że gorączkowo poszukujecie rozwiązań, które pozwolą wam zmniejszyć liczbę uprawnionych do tego zasilenia ich rodzinnych finansów. To normalne, to logiczne. My też tak z Królową Matką robimy, gdy któreś z nas poniesie fantazja z obietnicami i się zagalopuje. Tak, powiedziałam, że możesz oglądać cały dzień telewizję, ale nic na to nie poradzę, że ojciec nie podpisał tej ustawy. Tak obiecałem, że pójdziemy na do kina na Hobbita, ale jak najpierw przeczytasz całą książkę Tolkiena. Jestem przeciwny oglądaniu ekranizacji przed lekturą działa literackiego. To zabija wyobraźnię. Tak mówiliśmy, że każdy może iść przez życie swoją drogą, ale to było nie do ciebie tylko do naszych znajomych. Po drugie było mówione po trzecim winie i dwóch kolejkach nalewki, a po trzecie pogadamy jak zdasz maturę i dostaniesz się na porządne studia! 

No więc drodzy (powinno być: kosztowni) politycy, podrzucam wam w gratisie taką wymówkę: Owszem 500 zł dla każdej rodziny, ale tylko tej, gdzie pieniądze są naprawdę wspólne. Reszta niech najpierw popracuje nad tym by stałą się prawdziwą rodziną.

 

 

 

Nie chowajcie się za Macierewiczem

ojciec_wwwirgiliusz

Królowa matka zarzuciła mi, że znów nie zawiesiłem flagi i że nawet, gdyby ona taką kupiła i chciała powiesić to nie ma na czym, bo przez cztery lata nie udało mi się zamontować uchwytu. W obronie własnej powołałem się na wyniki wyborów twierdząc, że jestem obrażony, że nie ma dla kogo i w ogóle ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie. Słowem - lenistwo, dyletanctwo osobiste i ogólną gnuśność usiłowałem zasłonić Macierewiczem i człowiekiem z małym dyktafonkiem. 

Nauczyłem sie tego od ojca, który zawzięcie twierdził ze świadectwa szkolne spaliły sie mu podczas wojny. Gdy dorosłem na tyle by spytać podczas której to wojny się wydarzyło, odparł ze polsko-jaruzelskiej. Wiadomo - dzieciństwo zmarnował mu Bierut, młodość Gomułka z Gierkiem, a potem do pamiątek rodzinnych dobrał się mu Jaruzelski. Jego ojca najpierw olewal Cesarz Franciszek Józef, potem zdradził Piłsudski (od zamachu majowego dziadek sie do niego nie odzywał, ale na pogrzeb pojechał), kolejną część życia zmarnowała mu sanacja, a resztkę ta sama ekipa co maltretowała ojca - czyli Bierut, Gomułka, Gierek i nieszczęsny generał. Ok. Można tak rozumować, ale do czego nas to zaprowadzi? Wiadomo, że maksymalnie dojdziemy do Mieszka I lub ewentualnie rady starszych w Biskupinie i koniec. Dupa. Dalej nie pójdzie. Owszem. Polskę spotkało wiele nieszczęść: Tatarzy, Krzyżacy, Turcy, wojska carskie, austriackie, pruskie, że o drugim etapie reformy z czasów Rakowskiego nie wspomnę.  To prawda mogliśmy trafić lepiej jeśli chodzi o geopolitykę. Jednak to nie Hitler i Stalin zrobili bałagan w mojej piwnicy. Nie był to tym bardziej nikt z obecnej ekipy rządzącej. 

Tak bardzo rozkochaliśmy się w nienawiści do okupanta, że zaczęliśmy go mylić z demokratycznie wybranym rządem. Tak się zachowywali przeciwnicy poprzedniego rządu i identycznie postępują obecni kontestatorzy. Właśnie zaczyna się kolejny dzień niepodległości, na który poza skinami i kibolami nie mamy pomysłu. I jeden poznański rogal wiosny tutaj nie czyni. Dlatego apeluję - przestańmy chować się za Macierewiczem/Komoruskiem (niepotrzebne skreślić). Może warto zacząć żyć własnym życiem? 11 listopada to dobry na to dzień.

 

 

 

Bez gaci, ale w koronie

ojciec_wwwirgiliusz

Pewien polityk starszego średniego pokolenia zainspirował mnie do tej notki po raz kolejny żonglując słowami o mężczyźnie i kończeniu. Jeszcze parę odcinków tego tasiemca i ludzie, widząc, że zabiera się znów do wygłaszania swoich szczytowych tekstów zaczną krzyczeć: kończ waść i zamknij mordę. Przeskoczmy więc od razu do meritum. Zainspirowany zacząłem się zastanawiać, jaki będzie mężczyzna przyszłości. Mam takiego jednego pod ręką i patrząc na to, co wyrabia, już wiem, że będzie to prawdziwy mężczyzna renesansu. Że do niego będzie należeć przyszłość nie tylko dlatego, że jest od nas młodszy. Kompleksy zero, pewność siebie 100%. Oryginalność 200%. Odwaga 300%. Miły Młody Człowiek każdego dnia pokazuje nam, jaki jest mężczyzna renesansu:

Elegancki. Nie boi się odważnych dodatków i nowatorskich zestawień. Kalosze i korale, albo szaliki u stare koronki. Lubi też nakrycia głowy. Nie lubi krępujących ciuchów ruchy. Stąd chwila nieuwagi (naszej i Oleńki) i już lata po domu ubrany tylko w pieluchę oraz koronę księżniczki wysadzaną klejnotami wykonanymi z pochodnych ropy naftowej. Krzyczy przy tym: Król trzeci. On jest tym królem, to nie ulega wątpliwości. Królem III, boso bez gaci, ale w koronie.

Zmotoryzowany. Swoim ulubionym rowerkiem odpychaczem, gdyby tylko rodzice mu nie zabraniali, przejechałby przez całą galaktykę. Ostatnio KrólowaMatka wykupiła mu jazdę elektrycznym qudem i też dał radę. A mnie, który usiłował mu pomóc, by nie wpadł poślizg na zakręcie i zepchnął brutalnie z toru i zmienił się w znikający punkt.

Oczytany. Był półrocznym dzieckiem w kolebce, gdy urwał okładkę Myśli Marka Aureliusza. Potem już było lepiej. I doszliśmy do sytuacji, że wystarczy hasło "czytamy", żeby Miły Młody Człowiek rzucił wszystko i biegł na kanapę, bo będą mu czytać: słowa, słowa, słowa! Kocha to. Jest uzależniony.

Muzykalny. Tańczyliście do Mozarta? A do Kaffeekantate Bacha? MMC tańcował. I to jak tańcował! Nie będę tutaj opisywał jak, bo można być pomyśleć, że to kolejne żarty, a tu nie ma z czego żartować. MMC tańczy pięknie i kropka. W przeciwieństwie do jego ojca, który z tych, co tańcują na weselu jak już chlupie w nich pół litra, kiedy muzyka nie jest w staniu już im w niczym przeszkodzić. Tak po prawdzie to pomóc też nie jest w stanie.

Majestatyczny. 

Rozlał, co narobił, ukradł, co robi?, gdzie idzie? - MCC mówi o sobie w osobie trzeciej. Na szczęście w trzeciej, ale nie mnogiej, więc nie jest to klasyczne pluralis maiestaticus, ale można wyłapać pewne początki. W końcu to dopiero dzieciństwo Króla III, więc jeszcze wszystko przed nami.

 

 

 

 

Zaszyłem byłem w tej notce parę odnośników do słynnych dzieł literackich i filmowych. Chętni mogą je w komentarzach wymienić. W nagrodę można sobie wybrać jedną z niespełnialnych obietnic wyborczych. Ostatnio są bardzo tanie. 

Aha i jeszcze mała dygresja. Smutną ceną ostatnich wyborów jest to, że do języka polityki przedostały się słowa, których na ogół używają głównie rolnicy. Chodzi mi o takie jak zaorać (nie pole, ale lewaka),  wyciąć (nie suche badyle, ale redaktora) i oczywiście zmasakrować. Nie podoba mi się to. Oświadczam więc niniejszym, że kto będzie usiłował zawlec takie słowa tutaj, to go wypieprzę z mojego bloga i xxuj tj  król. Król III.

 

 

 

© Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci