Menu

Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje

Mojemu tacie

Perwersyjne Walentynki

ojciec_wwwirgiliusz

- Ty to w ogóle nie jesteś romantyczny - wzdycha Królowa Matka.

- Trochę romantyczny jestem - odpowiadami niezmiennie, choć Królowa Matka ma rację. Romantyczny to ja za bardzo jednak nie jestem.  Raz do roku jednak by należało. Wiadomo, mamy dzisiaj międzynarodowy dzień sprzedawców czekoladek, kwiaciarzy, producentów bielizny, wina i restauratorów. Cóż mogę ja podarować Królowej Matce? Oczywiście jedną z tych rzeczy, którą oferują wyżej wymienieni delikwenci. Na pewno skorzystam, za długo jestem żonaty, żeby nie skorzystać. No ale pomyślałem sobie, że może też można by KM podarować coś bardziej osobistego. Pogrzebałem w pamięci. Różne rzeczy tam znalazłem. Rzeczy piękne i brzydkie. Głupie i mądre. Śmieszne i tragiczne. Podłe i wzniosłe. Trywialne i ważne. Ale czy było coś romantycznego? Nie przypominam sobie, a nie... czekaj! Czekaj. Tak, mam. MAM.

walenty

Na początku naszej znajomości Królowa Matka wyjechała za chlebem do Wielkiej Brytanii. Ponieważ tęskniła bardzo za mną i ojczyzną ziemniaka pisaliśmy do siebie często. Bardzo często. Sms-y, maile, ale także listy papierowe. Wyobrażacie sobie taką ekstrawagancję? To prawda, było to dawno temu. Jakąś dekadę. No więc pisaliśmy. A że ja zawsze miałem perwersyjne skłonności, dość szybko wpadłem na pomysł, żeby w mailach i listach nakreślać jej aktualną sytuację polityczną, tak żeby z rytmu nie wypadła. Taka prasówka. Królowa Matka nigdy szczególnie się polityką (tylko ja jestem takim zwyrolem by do dziś śledzić tych spoconych facetów w drogich koszulach) nie interesowała, ale miłość silniejsza jest od rozumu i przyzwyczajeń, toteż dzielnie udawała, że bardzo ją losy ówczesnej koalicji PiS-Samoobrona-LPR interesują. Ponieważ działania tych koalicjantów niezbyt mi do gustu przypadały, więc jeździłem po nich jeszcze gorzej niż Giertych po obecnym rządzie obecnie - zapomniał opozycjonista jak czworongiem przy korycie był. Polityczne rozważania przeplatałem zaś standardowymi tekstami zapewniającymi o mojej miłości do Królowej Matki niezmiernej i niezmiennej. I słusznie bo pewnie inaczej KM niechybnie by mnie rzuciła. Toć ile można czytać o wybrykach Jarka, Andrzejka i Ludwika? Nawet Boy Żeleński nie dałby rady z tej gówniarzerii zrobić czegoś zabawnego. Jeden z takich listów zakończyłem efektownie na tyle, że Królowa Matka cytowała go jeszcze latami. Podejrzewam, że to właśnie wtedy postanowiła, że będzie ze mną (o nieszczęsna!) tak długo jak długo się da i że mi urodzi pisklęta. Napisałem byłem wtedy taką oto (tak trochę kluczę, trochę zwlekam, bo się wstydzę) frazę:

Zostawmy już politykę, bo na szczęście są jeszcze na świecie rzeczy dobre i piękne, jak Twoje piersi.

Jak już wspomniałem, od tego czasu minęło lat 10 mniej więcej. I tamta polityka przy dzisiejszej jawi się mi sielanką. Wesołym miasteczkiem wręcz. Teraz to dopiero zrobiło się ponuro. I to nie tylko w naszej piaskownicy, ale w międzynarodowej tym bardziej. Królowa Matka już dawno przestała to śledzić. Ja śledzę z rozdziawioną gębą. I nie jest to rozdziawienie podziwu, raczej rozdziawienie odruchu wymiotnego. Na szczęście nadal są na tym świecie rzeczy piękne i dobre jak piersi Królowej Matki. Tutaj nic się nie zmieniło.

W tym szczególnym dniu zachęcam do przypomnienia sobie, co Was w drugiej połowie uwiodło. Urzekło. Rozkrochmaliło. Rozczuliło. Może cycki, może słowa, a może coś innego? Możecie się tym podzielić w komentarzach. Ale nie musicie.

Baba na nartach

ojciec_wwwirgiliusz

Po czym poznać kobietę na nartach? Przecież, że nie po stroju. Aktualnie przybywam w czeskich górach i widziałem dzisiaj trzy krowy z rogami, jednego tasmańskiego diabła oraz pingwina, ale dopóki nie zdjęli nart, to bym głowy nie dał, czy w środku jest kobitka czy facet. Zwykły kombinezon, spodnie, buty to wszystko też może zmylić. Taki to sport, że płeć i jej cechy drugorzędne, że o pierwszorzędnych nawet nie wspomnę, toć to przecież nie plaża, żeby epatować sromem, zostały starannie ukryte, zakamuflowane. No chyba że ktoś ma brodę krasnala do pasa, to wtedy można z pewną dozą ryzyka coś tam o nim powiedzieć (ale czy wiadomo jakiej płci są krasnale?), ale w pozostałych wypadkach pozostaje zaczekanie, aż delikwent odnośnie delikwentka ściągnie narty i uda się z nimi gdziekolwiek.

Każda kobieta narciarka bowiem, a przynajmniej każda kobieta narciarka którą widziałem, bierze narty pod pachę jak ułan dzidę lub niesie je jak dziecko w objęciach. I potem najlepiej ją poznać można. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale tylko ta dwa (wedle moich obserwacji) sposoby taszczenia sprzętu zjeżdżającego u kobiet występują. Ten al'a ułan jest bardzo widowiskowy, bo często w gęstym tłumie trafiają się ofiary w ludziach. Wystarczy, że pani z narto-dzidą pod pachą się zamyśli, albo gwałtownie zmieni marszrutę i już narty stają się szaszłykiem na którym tkwi ofiara. Jak kiedyś zobaczycie taką panią, to broń boże nie krzyczcie do niej, żeby uważała. Wtedy nieszczęsna się obraca za siebie, żeby sprawdzić, czy komuś krzywdy nie zrobiła i takim obrotem o 180 stopni załatwia jakiś trzech do pięciu facetów. Bo co ciekawe, najczęściej nartami-dzidami obrywają faceci. Może ma to związek z wyrównywaniem szans, może ma podłoże freudowskie, tego nie wiem. Opieram się na obserwacjach pojedynczych, osobistych i wyrwanych z kontekstu.

narty

Kiedyś jeszcze kobietę na nartach można było poznać po szarpaniu się z klamrami od butów. Buty były takie, że zapięcie czy rozpięcie klamr wymagało siły co najmniej Jagienki. Przeciętna Polka jednak Jagną nie jest. I dobrze. Więc na jedną szamoczącą się z butami przypadał zazwyczaj albo mąż, który czynił to ze znudzeniem i dezaoprobatą, albo błędny rycerz, który z zaangażowaniem i ochotą z klamrami się szarpał. Niejedeno małżeństwo od tego szarpania się zaczęło, albo choć romans. Może się to obojgu z inną klamrą wyżej pasa kojarzyło, a może kobiety widząc, że błędny rycerz dobrze klamrę odpina stwierdzały, że wolą już na zawsze mieć go pod ręką, bo przecież im więcej przejechanych sezonów tym mniej chętnych rycerzy do klamry się kwapi, więc najlepiej sobie jednego obstalować i krótko przy pysku na smyczy trzymać. Tego nie wiem, ale wiem że buty mamy ostatnio wygodniejsze, a samotnych kobiet i mężczyzn więcej niż kiedyś.

I jeszcze jedna obserwacja. Czy też zauważyliście, że teraz obcy ludzie nie dosiadają się do siebie na wyciągach? Za dawnych pradawnych czasów, kiedy z góry zjeżdżałem tylko ja i narty, bez nieproszonej nadwagi, a kolejka do wyciągu wiła się i wiła, to czy to orczyk, czy krzesełko, żadne miejsce nie pozostawało puste, żadne się nie mogło zmarnować. Bo każdy chciał jechać jak najszybciej na górę. Więc się zawiązywały wyciągowe przyjaźnie, dyskusje sprzętowe rozwijały. O pan też ma buty Polsportu, czy one także się tak cieżko zapinają? Wczoraj myślałam, że ich nie odepnę i pójdę spać w narciarskich butach.  A teraz, ci co się znają wsiadają ze sobą razem, ale obcego nie chcą, do niego się nie dosiądą, a jak on się dosiądzie, krzywo na niego patrzą. Nie wiem dokładnie, kiedy to się stało, ale jak już tak się stało, to na świecie wybory zaczęli wygrywać tacy smutni ludzie jak Trump. Swoją drogą, on mógły nigdy nie zdejmować czapki narciarskiej.

Niemoralna propozycja

ojciec_wwwirgiliusz

Ostatnio modne są rozliczenia. Kto ile wziął od kogo, dlaczego i co było w tytule faktury. Wiadomo. Kasa rozgrzewa Polaków bardziej niż seks i piłka nożna. Może i słusznie w końcu kraść da się duże dłużej niż grać w piłkę czy uprawiać seks. Podobno sam Mieszko I podbierał z budżetu książęcego na prywatne wyprawy z Gniezna do Poznania i wcale nie odwiedzał Dobrawy!  Niestety co do szczegółów to nie możemy mieć pewności, bo wszystkie kwity i haki poczyścił za niego Bolesław Chrobry. Dobry synek. Zostawił tylko Dagome iudex, z którego niewiele można wyczytać, więc historycy wykłócają się o niego do dzisiaj. A przecież już sam fakt, że chrzest przyjęliśmy od Czechów a nie od Niemców czy Rusinów powinien zastanawiać bardziej niż zakup Caracali. Ciekawe, ile pepiki zapłaciły Mieszkowi, żeby wziął od nich licencję na chrzest, co się łączyło z zakupem sprzętu do odprawiania mszy. Czy żona, Dobrawa była w gratisie tej transakcji, a może przeciwnie, wcisnęli mu starą pannę, która nie miała na rynkach Europy Zachodniej?

No więc zanim mnie ktoś spyta, jakich korzyści dochrapałem się z tytułu występowania jako Ojciec W., wolę sam się wywołać do odpowiedzi i tablicy rozliczeń. Proszę Was bardzo. Piszę dla Was już od dłuższego czasu i jak dotąd udało mi się zarobić:


- honorarium autorskie od Znaku w wysokości 400 zł za tekst do Atlasu ojców
- telefon Nokia Lumia, o czym pisałem tu
- książkę "Dylematy taty". Dostałem ją do recenzji, a już potem nikt odebrać jej nie chciał
- dostałem też furę entuzjastycznych komentarzy, deklaracji miłości, przywiązania i uwielbienia od czytelniczek (od czytelników również, ale wybaczcie panowie, że bicie serca przyspieszały te damskie hołdy). Za niektóre Królowa Matka chciała mi wydrapać oczy, a za niektóre by pewnie wydrapała, ale rzadko zagląda na Facebooka. Niektóre chciały mi czekolady wysyłać, ale jakoś nie wysłały. Ciasteczkolandia obiecała mi tort.
- prawie, niemal ktoś chciał mi zlecić reklamę tabletów, ale ostatecznie się nie odezwał, więc nawet nie miałem okazji odmówić porządnie
- I na koniec - Google adsense. Że są, każdy widzi. Ludzie czasem klikają, a więc i kasa leci. Google ma limit wypłat na poziomie 300 zł. Ostatnio udało mi się go otrzymać w marcu 2015 r. Wypłacili mi wtedy 302 zł. Jak dotąd pierwszy i ostatni raz. Kupiłem sobie za to buty górskie. Takie jak ten (dlaczego na zdjęciu jeden, zaraz się wyjaśni):

but

Kosztowały grubo ponad 600 zł, co oznacza, ze mój co drugi krok stawiany podczas górskich wycieczek jest sponsorowany przez Was, drogie panie i szanowni panowie. Teraz zbieram na plecak, więc gdybyście chciały lub chcieli mnie w tej zabawie wesprzeć, to zapraszam do klikania. A że takie apele są podobno absolutnie nielegalne, możecie odebrać to jako niemoralną propozycję. Takie małe grzeszne figle z Wirgiliuszem;-)


Kainowa lewatywa

ojciec_wwwirgiliusz

Najpotężniejszą siłą znaną w przyrodzie jest zazdrość panująca między rodzeństwem. Kto ma siostrę lub brata ten wie. Kto nie wie, to się nigdy nie dowie. Żeby odpalić taką głupią bombę atomową trzeba osiągnąć masę krytyczną. Masa krytyczna dla kuli, nieotoczonej innymi substancjami, dla czystego izotopu uranu wynosi 52 kg, a dla plutonu 10 kg.  Żeby odpalić wielopoziomową awanturę rodzinną, urządzić bitkę pomiędzy kilkulatkami, której dogrywki mogą się ciągnąć tygodniami wystarczy kostka czekolady, kapselek od soku, jeden ziemniak za dużo czy nawet sucha szyszka. Moja rodzona siostra, gdy oboje byliśmy w wieku wczesnoszkolnym, a rodzice posiadali 4 grządki truskawek dające kilogramy tych owoców tygodniowo, domagała się najpierw liczenia truskawek w miseczkach deserowych, z których się raczyliśmy, a potem doszła do wniosku, że i to jest skrajnie niesprawiedliwe. Bo truskawka truskawce nie jest równa (nie polezie orzeł w gówna, kto wie o co chodzi?). Domagała się ważenia i krojenia. Wszystko by mieć pewność, że nie zjadłem czasem o kilka gramów truskawek zbyt wiele. 

Przypomnę też, że spleciona w zabójczym boju para PO i PiS, tworzyły kiedyś braterski związek POPiS, dopóki się nie pokłócili. Ktoś komuś pozazdrościł słupków, ktoś komuś  medialności. Co z tego wynikło, każdy widzi, a mało się kto z tego cieszy.

FullSizeRender6

Jak się takie historie kończą, możemy przeczytać w Piśmie:

Abel był pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę.Gdy po niejakim czasie Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: «Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować». Rzekł Kain do Abla, brata swego: «Chodźmy na pole». A gdy byli na polu, Kain rzucił się na swego brata Abla i zabił go.

Zdarzają się też przypadki dużo drastyczniejsze. Było to tak:

Onego czasu Oleńka cierpiała była na zatwardzenie. Trzewia jej nie pracowały tak jak powinny. Widząc ją w cierpieniu, dzielna Królowa Matka postanowiła wyleczyć sama. I sporządziła  domowym sposobem urządzenie do lewatywy. Spostrzegł to Miły Młody Człowiek. I poczuł, że jego serce wypełnia się zazdrością. Ściągnął wtedy w pośpiechu odzienie, spodnie oraz gacie, a potem wypiąwszy zadek rzekł do matki:

Ja też chcę. Ja też chcę wodę z mydłem do pupy.

 

 

Czego nie robicie w Sylwestra?

ojciec_wwwirgiliusz

Zostawmy za sobą to chore pytanie. To jest jedno z tych pytań, na które nie ma odpowiedzi - jak lubił w literaturze powtarzać Marek Hłasko. Ja na przykład w ubiegłym roku pod nieobecność Królowej Matki planowałem jedzenie pizzy (z dziećmi) i oglądanie kilku odcinków Gwiezdnych wojen (również z dziećmi). I to się początkowo udało. Potem było sprzątanie wymiocin MMC oraz zbieranie z podłogi resztek choinki, którą zdewastowały zwierzęta domowe. A kiedy już skończyłem, do drzwi zapukali sąsiedzi, żeby mi nie podziękować za H2O w grzybowej. Bo choinka stała w stojaku z wodą, a stojak dokładnie nad ich wazą, tylko piętro wyżej.

sylwester

No więc człowiek planuje, a pan Bóg bombki po podłodze roznosi. Zamiast banalnego pytania o jakiegoś Sylwestra, spytajmy się lepiej, kim zostanie Miły Młody Człowiek, kiedy dorośnie. Zadają je nasi znajomi i Królowa Matka namiętnie i często.

Tancerzem, albo wokolistą - upiera się się Królowa Matka. - Wspaniale tańczy i ma ucho do piosenek. Nie mówię, tego, bo tak bym chciała. Wolałabym, żeby został dentystą. 

- Chyba żaden normalny rodzic nie marzy, żeby dziecko zostało dentystą - odpowiadam zazwyczaj.

- To w takim razie ja nie jestem normalna, ale to najlepszy zawód jaki można wymyślić.

- Dlaczego?

- Nie zaczynaj znowu! - musztruje mnie KM. 

No to nie zaczynamy, tylko słuchamy następnego pomysłu, kim może zostać Miły Młody Człowiek.

Politykiem - twierdzi kolega, który za dużo ogląda telewizji rządowej. - Wasz syn kiedy chce coś uzyskać, ma pewność siebie co najmniej trzech, a nawet może czterech Piotrowiczów. To było wspaniałe jak tarzał się po dywanie wrzeszcząc nie, nie, nie!

- Za inteligentny jest na polityka - protestuje zazwyczaj Królowa Matka

- Wystarczy, że pochodzi pilnie do zreformowanej szkoły to się do polityki nada - ripostuje znajomy nauczyciel gimnazjalny, przyklejony do swojej strefy komfortu, niesubiektywny i rozżalony.

- No co wy. On zostanie Kochankiem wszechczasów! Wiecie, jak on pięknie umie czarować kobiety? Dzisiaj powiedział do mnie: Ciociu jesteś piękna jak choinka - rozpływa się przyszywana ciocia.

- Nie jestem pewien, czy to komplement  - protestuję z wrodzoną sobie delikatnością. - U nas choinka jest zazwyczaj krzykliwa, bardziej niż okładki Faktu.

- Później sobie porozmawiamy - rzuciła Królowa Matka, ale rozczulona komplementem ciocia macha lekceważąco ręką:

- To najlmilsza rzecz, jaką słyszałam, od czasu gdy Giertych chciał zabronić Gombrowicza w szkole.

- E tam. Chyba nie widzieliście jak on prowadzi piłkę. Klei mu się do nogi jakby była na gumie. Na dodatek umie strzelać z pierwszejki i genialnie wykonuje rzuty wolne. Będzie drugim Lewandowskim i poprowadzi polską reprezentację do finału Mistrzostw Świata.

- Oby nie Wasilewskim. Wczoraj na treningu omal nie złamał nosa koledze - udaję sceptycyzm, choć czuję, że wypełnia mnie gaz lżejszy od powietrza i że zaraz przekonam się czy panowie malarze istotnie wygładzili sufit tak pięknie jak nas przekonywali. 

- Ale wszedł prawidłowo? - dopytuje się kolega?

- Prawidłowo, w walce o piłkę, bez łokci.

- No widzisz - cieszy się kolega kibic. - Może podbije ligę angielską.

- Wolałbym hiszpańską - protestuję.

- To dwa sezony w angielskiej a potem Barcelona - proponoje kompromis kolega.

 

I tak sobie rozmawiamy podczas gdy Miły Młody Człowiek bawi się lalkami Oleńki, albo rysuje, albo układa klocki w wysoką wieżę.  Kimś na pewno będzie. Stanowczo i zdecydowanie.  Kiedyś. Za lat parę, paręnaście. Na pewno nie dziś i nie jutro.  Bo to jedna z tych rzeczy, których się na razie nie dowiemy.

 

 

© Ojciec Wwwirgiliusz
chowa dzieci swoje
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci